Spirit Island (tryb solo). Odkrywca Nieznanych Ścieżek
Po dwóch ruchach przyznałem przed sobą, że sprawa jest przegrana. Ekspansja Najeźdźców była niepowstrzymana. Jedyne bowiem co mogłem czynić im wbrew, to przesuwać ich po Wyspie. Co więcej, gdy już udało mi się kogoś przypadkiem zniszczyć (w całej grze stało się tak jedynie dwa razy), musiałem niszczyć także swoją obecność.
W tej przegranej sprawie postanowiłem iść na całość i sięgnąć po karty Większej Mocy. Jak ginąć, to z fasonem. Miałem wielkie szczęście, że pierwszą z tych kart był „Paraliżujący strach” wyzwalający w Najeźdźcach Strach o wartości 4. Miałem już Pomniejszą Moc „Zwiastuny upadku” wyzwalającą Strach o wartości 2. Postanowiłem tak długo motać ścieżki przybyszów, aż wystraszę ich dokumentnie, do poziomu oznaczającego zwycięstwo.
W pewnej chwili zupełnie efektownie Najeźdźcy byli stłoczeni na Piaskach z nielicznymi tylko Osadami i Odkrywcami rozproszonymi po Wyspie. Pchałem tam, co się dało.
Ale ciągle napływali, ten napór był niepowstrzymany. Zmusili mnie do odwrócenia karty Zarazy.
Z ulgą odczytałem, że tym razem karta mobilizuje gracza dając dodatkowy punkt Energii i możliwość zagrania dodatkowej karty. Z drugiej jednak strony pozwala tylko na jeden błąd, bo drugi skończy grę.
W takich to stresujących okolicznościach wydarzenie „Lokalna diaspora” nakazało mi wypchnąć Osadników z najgęściej zaludnionej krainy. Wymknęli mi się z Piasków i szykowali do budowania Osad w całej okolicy. Wiadomo było, że kolejne rozdanie będzie ostatnim. Sięgnąłem więc po kolejną kartę Większej Mocy i znów miałem szczęście: „Objawienie inkarnacji” pozwalało mi rzucać Strach o wartości 6, plus o wartości równej liczbie mojej obecności w krainie. Uradowany nie doczytałem do końca, że po „Objawieniu” Najeźdźcy kontratakują. Zbyt szybko przystąpiłem do realizacji spontanicznego planu.
Spaliłem całą Energię na zagranie „Paraliżującego strachu”, „Zwiastunów upadku” i „Objawienia inkarnacji”. Pierwsze dwie karty zadziałały natychmiast. „Paraliżujący strach” powstrzymał przy okazji Dewastację na Piaskach. Przeliczając Strach konieczny do zakończenia gry, doczytałem „Objawienie” do końca i zmroziło mnie, jakiż kręcę sobie stryczek na własną szyję...! Na szczęście miałem jeszcze asy w rękawie.
„Objawienie inkarnacji” stanowi, że Najeźdźcy kontratakują. Moja ziemia była w stanie wytrzymać jedno obrażenie, oni zadawali 12. Mogłem usunąć Miasto, Osadę i Odkrywcę, zmniejszając liczbę obrażeń do 6. To już całkiem, calkiem. Mając 3 słońca i 3 księżyce mogłem zmusić Najeźdźców do zadania -6 obrażeń. Zupełnie przypadkiem, gdy podczas rozgrywki odkrywałem ścieżki, odnalazłem te właśnie źródła mocy. A ich dopełnienie przypadkiem znalazło się na zagranych właśnie kartach!!
Po Dewastacji, podczas etapu Budowy i Eksploracji wybrzeże zaludniło się. Ale to były pionki, ja grałem o wszystko. Rzuciłem Strach na Piaski: 6, plus 4 za Osady, plus 2 za moją obecność. Usunąłem Miasto, Osadę i Odkrywcę. Odsłoniłem „Zwycięstwo”, gdy Najeźdźcy przypuścili swój słaby i bezowocny kontratak. Potem uciekli z Wyspy i nie powrócili na nią nigdy.
Odkrywca Nieznanych Ścieżek kończy grę. Większość czasu pchałem wszystkich na Piaski.
Lokalna diaspora rozeszła się po całej okolicy. Zbudowali tam nowe osady.
Wszystkowiedzący Wiatr albo przypadek kierował moimi ścieżkami. Podczas gry zdobyłem 3 słońca i 3 księżyce — źródła mocy pozwalające w decydującym momencie osłabić Najeźdźców.